Uroczystość Najświętszej Maryi Panny - KRÓLOWEJ POLSKI - 3 maja

Opublikowano: środa, 03 maj 2017

Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo!

Ty za nami przemów słowo, Maryjo!

Miej w opiece naród cały,

który żyje dla Twej chwały.

 

 Niech rozwija się wspaniały, Maryjo!

   

 

 

„Z wolna słońce chyliło się ku zachodowi. Na falach mo­rza i Zatoki Neapolitańskiej rozpostarła się olbrzymia smuga światła, rytmicznym ruchem wód idąca w dal ku słońcu. Neapol pa­trzył na morze i śpiewał. Właśnie gasł dzień 15 sierpnia 1617 r. i koń­czyła się uroczystość ku czci Wnie­bowziętej. Dzwony we wszystkich świątyniach już umilkły. Nawet w kościele Gesu Nuovo, należącym do Towarzystwa Jezusowego, za­kończyła się uroczysta procesja wśród dźwięku dzwonów i śpiewu li­tanii do Bogarodzicy.

Po ukończeniu procesji razem z braćmi zakonnymi powrócił do swej celi 80-letni starzec, jezuita, ks. Juliusz Mancinelli. Długoletni misjonarz na Wschodzie, szczegól­nie w Konstantynopolu, wsławiony świętością życia, od lat kilku miesz­kał w Neapolu, oddany modlitwie po całych dniach i nocach. Nie po­mijał jednak i publicznych procesji, które lubił. Dziś wprawdzie czuł się nieco słabszy, a procesja trwała dłużej, ale poszedł na nią.

Dzień Wniebowzięcia przypo­minał starcowi najpierw rocznicę śmierci św. Stanisława Kostki, któ­rego kochał i starał się naśladować. Wśród cnót świętego „małego Pola­ka", jak go nazywano, jaśniała niezwykłym blaskiem jego miłość i cześć dla Królowej nieba. Nazywał Ją najmilszą Matką swoją, dla Niej starał się wynajdywać nowe, niezna­ne dotąd tytuły. Tę właśnie cnotę je­go anielskiego życia upodobał sobie szczególnie ks. Juliusz Mancinelli i starał się ją usilnie naśladować. Za­raz po śmierci św. Stanisława po­wziął myśl szerzenia czci Królowej Wniebowziętej. Zwłaszcza spotęgo­wał się w nim ów zamiar po choro­bie, z której niemal cudem podźwignęła go Wniebowzięta.

Przyszła mu teraz do głowy myśl, że jednak tytuł „Królowa Wniebo­wzięta" wyraża bardziej wieczną chwałę Maryi w niebie niż na ziemi. A przecież i ta ostatnia jest wielka! „Dni moje ku zachodowi idą, o Pa­ni, jak te zorze... Daj stojące­mu nad grobem starcowi dorzucić do wieńca Twego różę jedną więcej"... Nagle zdało się patrzącemu, jakby  jakaś niewidzial­na dłoń wzięła z nieba połowę blasków zachodu, oderwała je od widnokręgu, zlała w jeden obłok, przecudnie świecą­cy i natchnęła ży­ciem. Ks. Mancinelli ujrzał wyraźnie, jak z tego gorejącego obłoku wy­łoniła się słodka Dziewica z Dzieciątkiem na ramionach okry­tych płaszczem purpury. U Jej stóp klęczał piękny młodzian w aureoli.

- Wniebowzięta! - wyszeptał wzruszony zakonnik i osunął się na kolana. - Tymczasem Wniebowzięta znalazła się przy nim i pochylając się ku klęczącemu, mówiła: - Juliuszu! Za cześć, jaką masz do mnie, Wniebowziętej, ujrzysz mnie za rok w chwale niebios. Tym­czasem nazywaj mnie tu, na ziemi, KRÓLOWĄ POLSKI. Umiłowałam to królestwo i do wielkich rzeczy je przeznaczyłam, ponieważ szczególnie wielbią mnie jego synowie - i wzrok Jej pełen słodyczy i miłości spoczął na młodzieńcu, który był z Nią. Raz jeszcze zwróciła się do ks. Mancinellego, mówiąc: - Jemu zawdzięczasz łaskę dnia dzisiejszego!

 

Cisza zapanowała w celi. Radość i szczęście zalewały duszę zakonni­ka. A on tulił się u stóp umiłowanej Królowej Wniebowziętej i okrywał je pocałunkami wdzięczności. Łka­nie z nadmiaru szczęścia wstrząsnę­ło całą jego istotą, a wargi szeptały w uniesieniu: - Królowo Polski... módl się za nami! - Znikło wi­dzenie. Ale w duszy starca zakonnika dłu­go jeszcze świeciła cudna zorza. W mie­siąc potem kurier z Neapolu przy­wiózł ks. Mikoła­jowi Łęczyckie­mu w Wilnie list od ks. Mancinellego. „Ja rychło odejdę - kończył piszący - ale ufam, że przez ręce Wielebności sprawię, iż po moim zgonie w ser­cach i na ustach polskich mych współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebo­wzięta."

 

Cześć Matki Bożej w Polsce jest tak stara jak dzieje samego narodu. Pierwsza świątynia w Gnieźnie była zbudowana pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Pie­rwszy utwór napisany w języku ojczystym to pieśń „Bogarodzica". Pełne jednak upo­wszechnienie i unarodowienie kultu Matki Bo­żej przypada na epokę Wazów. Zanim jednak w katedrze lwowskiej padły uroczyste słowa Jana Kazimierza, oddającego koronę polską Maryi, Najświętsza Panna sama ogłosiła się Królową Polski.

 

Za czasów króla Zygmunta III Wazy żył w Neapolu sławny ze swej świętości jezuita, o. Juliusz Mancinelli. Odznaczał się szczególnym nabożeństwem do Niepokalanej i świętych po­lskich. 14 sierpnia 1608 r. w wigilię Wniebo­wzięcia Najświętszej Maryi Panny, ukazała mu się Maryja z Dzieciątkiem Jezus. U jej stóp klęczał św. Stanisław Kostka, O. Juliusz nigdy nie widział Matki Bożej w tak wielkim maje­stacie. Pragnął pozdrowić Ją takim tytułem, jakim jeszcze nikt Jej nie uczcił. Wtedy Maryja powiedziała: Dlaczego nie nazywasz mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie. 

Powiedziawszy to Bogarodzica jakby czekała na odpowiedź Wielebnego Sługi Bożego, który też zawołał: Królowo Polski Wniebowzięta – módl się za Polską!

Po tych słowach nasza Królowa i Pani miłośnie spojrzała na klęczącego u Jej kolan Stanisława Kostkę a potem na ojca Mancinellego i słodko rzekła: Jemu tę łaskę zawdzięczasz!

W krótkim czasie potem, za pozwoleniem swych przełożo­nych, którzy objawienie to zbadali, o. Mancinelli przekazał tę radosną wiadomość ks. Piot­rowi Skardze i jezuitom w Polsce. Oni z kolei donieśli o tym królowi.

O. Juliusz miał już 72 lata, kiedy objawiła mu się Matka Boża, lecz pomimo swego pode­szłego wieku postanowił odwiedzić ten kraj, który Maryja szczególnie umiłowała. Wybrał się więc piechotą do Polski. 8 maja 1610 r. doszedł do Krakowa, gdzie był entuzjastycznie witany przez króla i wszystkie stany. Swoje pierwsze kroki skierował do Katedry Wawelskiej. Tutaj ponownie ukazała mu się Maryja w wielkim majestacie i powiedziała: Ja jestem Królową Polski. Jestem Matką Tego Narodu, który jest mi bardzo drogi więc wstawiaj się do Mnie za nim i o pomyślność tej ziemi błagaj Mnie nieustannie, a Ja będę ci zawsze, tak jak teraz miłosierną.

Na pamiątkę tego wydarzenia mieszkańcy Krakowa umieścili na wieży kościoła Mariac­kiego koronę. Kiedy w 1655 roku w granice Polski wdarli się Szwedzi, a opuszczony król musiał uciekać poza granice kraju, zrozpaczeni biskupi pisali do papieża: „Zginęliśmy, jeśli Bóg nie zlituje się nad nami". Wtedy Ojciec Święty Aleksander VII, powołując się na objawienie o. Juliusza Mancinelli odpowiedział: „Nie, Mary­ja was uratuje, to Polski Pani. Jej się poświęć­cie. Jej oficjalnie ofiarujcie. Ją Królową ogłoś­cie, przecież sama tego chciała". 

 

Król Jan Kazimierz, stosując się do rady papieża, 1 kwie­tnia 1656 r. złożył uroczysty ślub, ogłaszając Maryję Królową Polski.

Śluby lwowskie napisał mu św. Andrzej Bobola – obecnie drugorzędny patron Polski. Wtedy też po raz pierwszy, podczas publicznego od­mawiania litanii loretańskiej przez nuncjusza papieskiego Piotra Vidoniego, padło trzykrotnie powtórzone wezwanie: Królowo Korony Polskiej, módl się za nami. Podczas Podniesienia król Jan Kazimierz zszedł z tronu, złożył berło i koronę, i padł na kolana przed ołtarzem. Po ślubach lwowskich kult Maryi przybrał charakter kultu państwowego i narodowego. A dziś dzień 1 kwietnia kojarzy się nam z tzw. prima aprilis, znany w Europie od VII w. jako dzień głupców. Tymczasem jest to dzień koronacji Maryi na Królową Polski!     

   

Od tej chwili Matka Boża wzięła losy naszego narodu w Swoje dłonie. Ocaliła Polskę nie tylko od potopu szwedzkiego, lecz wiele razy okazy­wała nam Swoją potęgę i miłosierdzie.

 

Podczas oblężenia Jasnej Góry pod koniec 1655 r., jak mówili sami Szwedzi, widzieli postać kobiecą w niebieskiej szacie, przechadzającą się po murach Jasnej Góry. Jej widok budził paniczny lęk w szeregach szwedzkiego wojska. Innym razem ukazywała się im osoba w białej szacie, która trzymała w ręku miecz. Kiedy przystępowali do ostrzału armatniego, owa tajemnicza postać otaczała mgłą Jasną Górę. Niekiedy wystrzelone kule armatnie odbijały się od murów i wpadały z powrotem do obozu szwedzkiego, czyniąc w nim zamęt i spustoszenie. Opowiadano, że dowódcom szwedzkich oddziałów ukazała się niewiasta o boskim obliczu i nakazała pozostawienie klasztoru w spokoju.

 

Wspomnieć również należy bitwy pod Chocimiem z imperium Otomańskim w 1621 i 1673 r. Przed zwycięstwem w pierwszej bitwie o. Oborski widział św. Stanisława Kostkę, jak błagał Maryję o zwycięstwo nad Turkami. Bł. o. Papczyński, wygłaszając kazanie podczas trwania bitwy pod Chocimiem, doznał widzenia Maryi w majestacie Królowej, która rzekła: „Stanisławie, synu mój! Modlitwy twoje wysłuchane, albowiem wojska moje zwyciężyły w tej chwili nieprzyjaciół mego królestwa. Oznajmij to ludowi mojemu – weselcie się, a służcie wiernie memu Synowi”. Następnie ukazała mu plac boju i uciekających nieprzyjaciół. Wtedy uroczyście odśpiewano Te Deum i Magnificat ku czci Maryi.     

 

W 1651 r. miała miejsce bitwa pod Beresteczkiem. Maryja w obrazie Matki Bożej Łaskawej umacniała polskich rycerzy przed bitwą, wędrując od namiotu do namiotu. Była to peregrynacja obrazu podarowanego przez papieża. Historycy podają o królu Janie Kazimierzu, który po bitwie modlił się przed obrazem św. Stanisława Kostki w katedrze lubelskiej. Jego wstawiennictwu przypisał to spektakularne zwycięstwo.

 

Wspomnieć też należy bitwę pod Kłuszynem 4 lipca 1610 r. W tej bitwie husaria zbrojna pokonała 12-krotnie liczniejsze wojska rosyjskie i jako pierwsza w historii zajęła Moskwę! Podobnie bitwa pod Kirholmem w 1605 r., w której wojsko polskie odniosło wspaniałe zwycięstwo nad Szwedami w bitwie o Inflanty.  

 

Ważną rolę w historii narodu polskiego odegrała Matka Boża z Piekar. Obraz ten odbył wiele wędrówek. W drugiej połowie XVII w. szalała na Śląsku epidemia. Mieszkańcy Tarnowskich Gór, prosząc Panią Piekarską o pomoc, zorganizowali w 1666 roku wielką procesję błagalną, po której epidemia ustała. Szczególnym uznaniem cieszyła się Matka Boska Leżajska. Modlitwa do Niej o pomoc często była wysłuchiwana. Świadczą o tym liczne wota dziękczynne.

 

Koronacja obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej papieskimi koronami 8 września 1717 roku ugruntowała przekonanie o królewskości Maryi. A w 1764 r. sejm polski w swoich ustawach nazwał Matkę Boską Częstochowską Królową Polski. W 1908 r. diecezja lwowska i przemyska otrzymuje od św. Piusa X pozwolenie na wpisanie do litanii loretańskiej wezwania: Królowo Korony Polskiej, a w 1920 r. za zgodą Benedykta XV odmawia się to wezwanie na terenie całego kraju. Rozwija się także kult obrazów Matki Boskiej z białym orłem na piersiach.

 

Nie sposób nie wspomnieć bitwy pod Wiedniem. Ostatecznym inspiratorem wyruszenia pod Wiedeń był o. Papczyński, który przekonał sejm słowami: „Zapewniam cię, królu, imieniem Dziewicy Maryi, że zwyciężysz i okryjesz siebie, rycerstwo polskie i ojczyznę nieśmiertelną chwałą”. A król Jan III Sobieski, kiedy usłyszał o oblężeniu Wiednia przez wojska tureckie, modlił się tymi słowami: „Błogosławiona Dziewico Częstochowska, pozwól mi doświadczyć dwóch cudów: że ci, którzy trwają w Wiedniu wytrzymają oblężenie do września i że my zdążymy tam na czas, aby ich uwolnić.” Chociaż liczyła się każda minuta, król Polski i jego doradcy pojechali na Jasną Górę, aby się modlić przed wizerunkiem Czarnej Madonny. Po czterech dniach modlitw, kiedy król był już gotowy opuścić sanktuarium, kapłan podał mu obraz Madonny zawieszony na złotym łańcuchu. Król z wdzięcznością go przyjął, wsunął na głowę i razem z około 26 tysiącami zbrojnego polskiego wojska rozpoczął wymarsz.

 

Rankiem 12 września 1683 r. mszę św. odprawił Marek z Aviano, asystował przy mszy bł. Stanisław Papczyński, a służył do niej sam król! Istnieje legenda, że zamiast Ite missa est, kapłan powiedział: vinces Johannes, co znaczyło: Zwyciężysz, Janie! Następnie król wstał, pomodlił się, wzniósł w górę obraz Matki Bożej Częstochowskiej i dał sygnał do ataku. Mówi się, że jego żołnierze, ścierając się z Turkami w zaciekłej walce, mieli na ustach okrzyk: „Maryjo, pomóż!” Bitwa zakończyła się niespodziewanie wcześnie tego dnia. Po zwycięstwie Jan III Sobieski oświadczył: „Przybyłem, zobaczyłem, a Bóg zwyciężył” i wysłał list do papieża rozpoczynający się tymi słowami. Na drugi dzień odprawiono w Wiedniu nabożeństwo dziękczynne, w którym wygłoszono kazanie w języku łacińskim, polskim i niemieckim. W języku polskim kazanie wygłosił bł. S. Papczyński. Dzień zwycięstwa upamiętniono ogłoszeniem 12 września dniem Wspomnienia Najświętszego Imienia Maryi. Następne zwycięstwo Jana III Sobieskiego miało miejsce pod Parkanami. 

Wiemy o religijności wojska zbrojnej husarii i o jej nadzwyczajnej skuteczności. Przez wieki Polska była dla Europy tarczą dla inwazji azjatyckiej. Husarze na swoich zbrojach mieli ryngrafy Matki Bożej, nosili Jej szkaplerze, medaliki. Często wzywali Jej pomocy.    

Maryja umacniała ducha polskiego podczas zaborów. Objawiając się w Gietrzwałdzie w 1877 r. mówiła: „Jeśli ludzie będą gorliwie się modlić, wówczas Kościół nie będzie prześladowany, a osierocone parafie otrzymają kapłanów”. Przy końcu objawień Matka Boża wypowiedziała słowa pociechy: „Nie smućcie się, bo Ja zawsze będę przy was”.

 

Rola Maryi w bitwie polsko-bolszewickiej.

W 1920 r. nawała bolszewicka ruszyła na całą Europę. Moskwa pragnęła zaszczepić komunizm na całym kontynencie. Europa osłabiona po wojnie nie była w stanie obronić się. Jednak front bolszewicki zatrzymał się na Polsce. Jak się to stało?

Ostateczna bitwa decydująca o losach wojny rozegrała się pod Warszawą, gdzie wydarzył się cud nad Wisłą. W nocy z 14 na 15 sierpnia nastąpiło niezwykłe wydarzenie. Jak wiemy pod Radzyminem miał miejsce cud ukazania się Matki Najświętszej. Atakujący sowieci zobaczyli Maryję patronkę Warszawy. „Matka Łaskawa pojawia sie na niebie przed świtem, monumentalna postać, wypełniająca swoją Osobą całe ciemne jeszcze niebo. Ukazuje się odziana w szeroki, rozwiany płaszcz, którym osłania stolicę. Zjawia się w otoczeniu husarii, polskiego zwycięskiego wojska, które pod Wiedniem z hasłem „W imię Maryi” rozegnało pogańskie watahy. Matka Boża trzyma w swych dłoniach jakby tarcze, którymi osłania miasto Jej pieczy powierzone”. „Przerażenie, jakie wywołało ujrzane zjawisko, i paniczny strach były tak silne, że nikt nie myślał o konsekwencjach ucieczki z pola walki – karze śmierci dla dezerterów. Uciekinierzy poczuli się bezpieczni dopiero w okolicach Wyszkowa i stąd – od ich słuchaczy – pochodzą pierwsze relacje o tym wstrząsającym wydarzeniu” – opisuje tamten cud jezuita o. Józef Maria Bartnik. Natomiast z pamiętników arcybiskupa warszawskiego, kard. A. Kakowskiego wiemy, że ok. trzeciej nad ranem bolszewicy „widzieli księdza w komży i z krzyżem w ręku, a nad nim Matkę Boską. Jakżeż mogli strzelać do Matki Boskiej, która szła przeciwko nim”. Dziesiątki tysięcy bolszewików widziało to zjawisko. Widziano Ją nad ks. Ignacym Skorupką, który w dwa lata po święceniach kapłańskich prowadził oddział złożony z gimnazjalistów i harcerzy! Gdyby nie interwencja Matki Bożej, Warszawa byłaby zajęta w przeciągu kilku godzin.  

Była to odpowiedź Maryi na wcześniejsze modlitwy narodu. 19 czerwca 1920 r. na Rynku Starego Miasta Polska została, w obecności władz kościelnych i państwowych, a także Naczelnika Państwa zawierzona Najświętszemu Sercu Jezusowemu. A w lipcu Konferencja Episkopatu ponownie zawierzyła Polskę Sercu Jezusowemu i ponownie wybrała Maryję na Królową Polski. Ogłoszono wielką krucjatę modlitewną oraz Nowennę za ojczyznę, która miała rozpocząć się w uroczystość Przemieniania Pańskiego 6 sierpnia, a zakończyć 15 sierpnia w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Mary Panny. Wierni modlili się we wszystkich świątyniach Warszawy dzień i noc. Przed figurą Najświętszej Maryi Panny znajdującej się na otwartej przestrzeni Krakowskiego Przedmieścia czuwano i modlono się bez przerwy. Trwały modlitwy na Jasnej Górze. Do akcji modlitewnej dołączył się Benedykt XV, który skierował przesłanie do wszystkich biskupów świata. Przypomniał, że Polacy podobnie jak za wiktorii wiedeńskiej są przedmurzem chrześcijaństwa.

Podkreślając rolę Maryi w zwycięstwie nad bolszewikami, nie przekreślamy roli wojska polskiego w tej bitwie. Nie przekreślamy roli polskich dowódców i grafologów. Wiemy, że była to jedna z najbardziej decydujących bitew świata, w której Polska obroniła Europę od inwazji sowieckiej!      

Warto wspomnieć, że wszystkie te wydarzenia zostały przepowiedziane na 48 lat przed wybuchem wojny polsko-bolszewickiej. W Wielki Piątek 1872 roku Matka Najświętsza ukazała się mistyczce Wandzie Malczewskiej, przekazała jej wtedy następujące słowa: „Skoro Polska otrzyma niepodległość, to niezadługo powstaną dawni gnębiciele, aby ją zdusić. Ale moja młoda armia, w imię moje walcząca, pokona ich, odpędzi daleko i zmusi do zawarcia pokoju. Ja jej dopomogę”. Rok później, w święto Wniebowzięcia, Matka Boża oznajmiła również: „Uroczystość dzisiejsza niezadługo stanie się ŚWIĘTEM NARODOWYM was, Polaków, bo w tym dniu odniesiecie świetne zwycięstwo nad wrogiem dążącym do waszej zagłady. To święto powinniście obchodzić ze szczególną okazałością”.

Po zagrożeniu w 1920 r. powoli zbliżał się czas kolejnej wojny. W okresie międzywojennym w wyniku działań środowisk masońskich, w Polsce, a szczególnie w Warszawie, zaczęto szerzyć demoralizację. W samej Warszawie dokonywano ogromnej ilości aborcji (szacuje się ok. miliona aborcji), popełniano grzechy nieczyste, szczególnie prostytucję. Kardynał August Hlond, prymas Polski wprost mówił o zachodzącym w ojczyźnie „podkopywaniu moralności chrześcijańskiej” i propagandzie promującej "masoński naturalizm".

Św. Maksymiliana Kolbe, nazywany szaleńcem Niepokalanej, zauważył narastający upadek duchowości Polaków. Założył w 1917 r. Rycerstwo Niepokalanej (łac. Militia Immaculatae), do którego należało w 90. latach XX wieku ponad 1,5 miliona osób. Od 1922 r. wydawał gazetę Rycerz Niepokalanej. Centrum narodowe rycerstwa znajdowało się w Niepokalanowie koło Warszawy. Statut tej organizacji jako podstawowy cel działalności wskazywał staranie się o nawrócenie grzeszników, heretyków, schizmatyków itd., a najbardziej masonów, oraz uświęcenie wszystkich pod opieką i za pośrednictwem Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej.

 

Na uwagę zasługują słowa papieża Piusa XI, który już w 1929 r. wołał do Polaków: „Muszę was ostrzec, jak niegdyś Chrystus ostrzegał Apostołów, mówiąc do nich: Czuwajcie i módlcie się. Czuwajcie, gdyż grożą wam niebezpieczeństwa i zasadzki podstępne. Wróg nazwany przez Chrystusa bramami piekielnymi nie śpi, ale czuwa i działa wśród was. Mam tu na myśli przede wszystkim sektę masońską, która szerzy swe przewrotne zasady i zgubne wpływy również i w Polsce, usiłując w szczególności zniszczyć waszą świętą i cenną spuściznę duchową i religijną, która stanowi moc i chlubę waszą. Dlatego też powtarzam, czuwajcie, gdyż wróg nie śpi, a więc i wam nie wolno zasypiać”. Tenże papież Pius XI w 1924 r. na prośbę biskupów polskich ustanowił święto NMP Królowej Polski i pozwolił je obchodzić w pamiętnym dniu Konstytucji 3-go Maja. 

 

Podczas trwania II wojny światowej 3 maja 1943 r. Maryja objawiła się 13-letniej Władysławie Fronczakównie. Maryja wyrzekła wtedy słowa: „Módlcie się, bo idzie na was Wielka Kara, Ciężki Krzyż. Nie mogę powstrzymać gniewu Syna mojego, bo lud się nie nawraca. Bóg nie chce ludzi karać, Bóg chce ludzi ratować przed zagładą. Bóg żąda nawrócenia!”.

 

W innym miejscu objawień Maryjnych doświadczała jeszcze – służebnica Boża Rozalia Celakówna. W kwietniu 1938 roku usłyszała ona głos wewnętrzny: „Trzeba ofiary za Polskę, za grzeszny świat… Straszne są grzechy Narodu polskiego. Bóg chce go ukarać. Ratunek dla Polski jest tylko w Moim Boskim Sercu”. 4 lipca 1938 roku Rozalia miała widzenie Jezusa i Maryi. Najświętsza Maryja Panna powiedziała jej: „Ratunek dla Polski jest tylko w Sercu Jezusa, Mojego Syna”. Jezus pokazał Rozalii granicę polsko-niemiecką pogrążoną w ogniu. Mówił, że wyjściem jest intronizacja Jego Osoby na Króla Polski dokonana uroczyście z udziałem władz i duchowieństwa. „Moje dziecko, będzie wojna straszna (…). Wielkie i straszne grzechy i zbrodnie są Polski. Sprawiedliwość Boża chce ukarać ten Naród za grzechy, zwłaszcza za grzechy nieczyste, morderstwa i nienawiść. Jest jednak ratunek dla Polski, jeśli Mnie uzna za swego Króla i Pana w zupełności poprzez intronizację, nie tylko w poszczególnych częściach kraju, ale w całym państwie z rządem na czele. To uznanie ma być potwierdzone porzuceniem grzechów, a całkowitym zwrotem do Boga (…). Tylko we Mnie jest ratunek dla Polski".  

Niestety powstanie rozpoczęto bez oficjalnego oddania tej inicjatywy Matce Najświętszej, nie dokonano też intronizacji. Nie posłuchano wołania Maryi. Może to stało przyczyną całkowitej klęski powstania i sowietyzacji kraju? Tym razem w święto Wniebowzięcia NMP 15 sierpnia 1944 r. nie powtórzył się cud znad Wisły.    

Podkreślić też należy, że żołnierze polscy składali przysięgę wierności ojczyźnie, w której padały słowa: „W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Marii Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak Męki i Zbawienia, i przysięgam być wiernym Ojczyźnie mej Rzeczpospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży Jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił - aż do ofiary życia mego”. Maryję uważano za hetmankę wojska polskiego, bo przecież kierowanie wojskiem to przywilej króla.

 

Postaciami, które mocno wpisały się w historię naszego narodu byli kard. S. Wyszyński i św. Jan Paweł II – papież jakże maryjny. Prymas Polski kard. Stefan Wyszyński, przebywając w Komańczy napisał tekst odnowienia ślubów Lwowskich Jana Kazimierza. Zaktualizował go na potrzeby nowej sytuacji politycznej i historycznej Polaków. Zawarł w nich program religijnej i moralnej odnowy narodu, program, który uczyniłby Polskę rzeczywistym Królestwem Maryi. Przede wszystkim nastąpiło w nich odwołanie do historii Polski, do wyboru Matki Bożej na Królową Polski przez króla polskiego.

8 września 1946 r. na Jasnej Górze kard. August Hlond dokonał poświęcenia Narodu Polskiego Najświętszemu Sercu Maryi. Ponownie 26 sierpnia 1956 r. na Jasnej Górze – w 300-lecie ślubów Jana Kazimierza – w obecności miliona wiernych złożono Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego. 5 maja 1957 r. wszystkie diecezje i parafie oddały się pod opiekę Maryi, a w 1965 r. cały naród zawierzał się Maryi w święte niewolnictwo.

Dnia 31 sierpnia 1962 r. św. Jan XXIII ustanowił Najświętszą Maryję Pannę Królową Polski główną patronką kraju razem ze świętymi Wojciechem i Stanisławem.

To, co obecnie dzieje się dookoła nas jest powrotem do tej samej niewoli, jeszcze straszniejszej niż okres komunizmu, bo pod hasłem zafałszowanej wolności i demokracji, w której nie ma miejsca na obecność ani Maryi jako Królowej, ani Chrystusa jako Króla. Jest jednak nadzieja w Niej, w Królowej naszej Ojczyzny! Jakże piękną mamy historię, w którą Maryja wpisana jest jako nasza Królowa. Niestety historia ta jest nieznana większości Polakom, a nawet celowo przemilczana w podręcznikach szkolnych. Wsłuchując się w dzieje naszej ojczyzny, zrozumiałe stają się słowa hymnu:

 

„Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo!”

Ty za nami przemów słowo, Maryjo!

Ociemniałym podaj rękę, niewytrwałym skracaj mękę, 

Twe Królestwo weź w porękę, Maryjo!”

 

 

Na koniec tej refleksji posłuchajmy słów wygłoszonych przed śmiercią przez kard. Augusta Hlonda: „Polska to naród wybrany przez Boga do wielkiego posłannictwa, dlatego oczyści go Bóg przez cierpienie. Bóg ześle Polsce pomoc swoją z tej strony, z której się nikt nie spodziewał. Przyjdzie dla Polski dzień, w którym przyjaciele odstąpią od niej i zostanie sama, aby się wypełniła wola Boża – a wtedy miłosierdzie okryje ją całą – Polska przejdzie jeszcze swoje ostateczne oczyszczenie, ale potem wiara i miłość zatryumfują w pełni. Jeszcze jakiś czas potrzebny jest do pokuty, a potem Chrystus zmieni całkowicie oblicze tej ziemi. Niech nikt nie upada na duchu, gdy szatan będzie brał górę, bo zostanie pokonany mocą Bożą. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie zwycięstwem błogosławionej Maryi Dziewicy. Z różańcem w ręku módlcie się więc o zwycięstwo Matki Najświętszej! Polska jest bowiem narodem wybranym Najświętszej Maryi Panny. Polska nie zwycięży bronią, ale modlitwą, pokutą, wielką miłością bliźniego i Różańcem. Polska ma stanąć na czele Maryjnego zjednoczenia narodów. Trzeba ufać i modlić się. Jedyna broń, której używając Polska odniesie zwycięstwo, to Różaniec. On tylko uratuje Polskę od tych strasznych chwil, jakimi może narody będą karane za swą niewierność względem Boga. Polska będzie pierwszą, która dozna opieki Matki Bożej. Maryja obroni świat od zupełnej zagłady, a Polska nie opuści sztandaru Królowej Nieba. Całym sercem wszyscy niech się zwracają z prośbą do Matki Najświętszej o pomoc i opiekę pod Jej płaszczem. Nastąpi wielki tryumf Serca Matki Bożej, po którym dopiero zakróluje Zbawiciel nad światem przez Polskę. Polska urośnie do znaczenia potęgi moralnej i będzie natchnieniem przyszłości Europy, jeżeli nie ulegnie bezbożnictwu, a w rozgrywce duchów pozostanie niezachwianie po stronie Boga. Jako promieniujący ośrodek chrześcijański Polska będzie powagą i może odegrać rolę wzoru oraz pośredniczki oczekiwanego braterstwa narodów, którego samą li grą dyplomatyczną zbudować niepodobna. Na rozstaju dziejowym Polska nie powinna się przeto zawahać, nie powinna zbaczać ze swej drogi, lecz iść za swym powołaniem. Pogłębioną świadomością chrześcijańską powinna odgrodzić się duchowo od zmurszałego i zakłamanego świata, który przepada, a przodować w nowym życiu, które się wyłania.”

 

Nunc­jusz apostolski Pignatelli, późniejszy papież Innocenty XII powiedział do hetmana Stani­sława Jabłonowskiego: 

 

„Szczęśliwe narody, które mają taką historię, jak Polska, szczęśliw­szego od was nie widzę państwa, gdyż wam jedynym zechciała być Królową Maryja, a to jest zaszczyt nad zaszczyty i szczęście niewymow­ne; obyście to tylko zrozumieli sami".

 

 

źródło: 

„Mały Apostoł” maj 1993 r

           duchprawdy.com

pietrasdawid.pl

 

 

 

Odsłony: 1927